K.S.RUTKOWSKI
CHIŃSKI EKSPRES
(fragmenty powieści )
(...)
14
W nocnym pociągu do Xian, zaklepaliśmy sobie u Mariana wraz z Adamem miejsca w jednym przedziale. Chińskie wagony sypialne są koedukacyjne, babki sypiają w nich z facetami i nie zawsze z tymi, których znają. To w sumie może mieć plusy, ale chyba znacznie więcej minusów. Turystów to jednak nie dotyczyło. Mieliśmy zarezerwowane przedziały i nie było możliwości, aby na jakieś wolne łóżko dokooptowano Chińczyka. Nie miałbym nic przeciwko temu, ale polskie paniska z pewnością tak. Niektórzy próbowali nawet narzekać na warunki w pociągu, ich zdaniem skandaliczne. Chyba nigdy nie korzystali z sypialnego taboru Polskich Linii Kolejowych, skoro gadali takie rzeczy. Ja miałem okazję i powiem jedno: wagony sypialne w chińskich pociągach, to istny luksus w porównaniu z naszymi. Jasne, przestronne, klimatyzowane, z telewizorami wmontowanymi w ściany w nogach każdego łóżka. Widział ktoś kiedyś telewizor w polskim pociągu?
Kiedy już zainstalowaliśmy się w przedziale - ja z Młodą po jednej stronie, Adam z żoną po drugiej - postanowiliśmy poznać z Adamem teren. Głównie chodziło nam o ustalenie wagonu restauracyjnego, który był gdzieś w tym składzie. Przeszliśmy połowę długiego pociągu, kiedy w końcu do niego trafiliśmy, ale akurat był zamknięty. Zerknąłem przez szybę w drzwiach, wypatrzyłem wygodne fotele, barek, alkohole i stwierdziłem w duchu, że ta noc wcale nie będzie taka straszna.
Wracając do swojego wagonu, natknęliśmy się w korytarzu na Mariana Tonga, który nie był sam. Rozmawiał z chińską zjawiskową kobietą. Przepiękną. Zamurowało nas na jej widok. To się czasem zdarza. Wtedy, kiedy nagle spotyka się kogoś wyjętego z własnych marzeń. Widać marzyliśmy z Adamem o podobnych babkach, bo przez długi czas obaj nie spuszczaliśmy z niej oczu.
- To pracownica tajwańskiego biura podróży w Pekinie - poinformował nas Marian. - Wraca do domu do Xian. Podróżujemy w jednym przedziale.
- Szczęściarz z Ciebie, Marian- stwierdził Andrzej, a ja przytaknąłem.
- Jej imię w tłumaczeniu na polski brzmi Kwiat, Który Jeszcze Nie Rozkwitł. Ma też imię europejskie, Julia.
Chińska piękność uśmiechnęła się, usłyszawszy swoje szekspirowskie imię. Dla mnie wyglądała, jak kwiatek w pełnym rozkwicie.
Wyciągnąłem do niej rękę i przedstawiłem się moim imieniem. Ujęła ją, powiedziała "Julia" i powtórzyła tę scenę z Adamem. Potem znowu zamilkliśmy. Żałowałem, że nie znam chińskiego.
Spojrzałem błagalnie na Mariana, aby przyszedł nam jakoś z pomocą, ale ten facet grał do własnej bramki. Zobaczyłem to w jego oczach i nie chodzi mi wcale o to, że weszliśmy mu w paradę, bo sam miał ochotę na tą małą. Na to chyba był już za stary. Miał spojrzenie ojca, chroniącego swoje potomstwo. Od razu rozszyfrował nasze intencje i chciał uchronić przed nami tę dziewczynę. Na jego twarzy trwał dobrotliwy uśmiech, ale oczy nakazywały nam spieprzać.
Tak też zrobiliśmy.
15
Jakiś czas później czekaliśmy w przedziale na Adama i Mirosławę, którzy wyszli na papierosa, kiedy Młoda, ulokowana na piętrze, zapytała:
- Fater, co to znaczy masturbować?
Zawsze bałem się trudnych pytań od własnego dziecka. To było jedno z nich.
- Dlaczego pytasz ?
- To słowo jest w książce, którą czytam.
- Jakiej książce?
- Twojej.
Podniosłem się ze swojego łóżka i zerknąłem do góry. Młoda maglowała "Brudne opowieści", moją drugą książkę. Nawet nie wiedziałem, że ją ze sobą zabrała. Nie była to lektura dla niej. Za dużo seksu, przemocy, niezbyt mądrych przemyśleń. Czasami zastanawiałem się, po co w ogóle piszę, skoro nawet sam nie lubię się czytać.
- Ee... Chyba trochę za wcześnie na taką lekturę - stwierdziłem. - Nie masz czegoś innego?
- Mam, ale to jest dobre.
- Wolałbym, abyś odłożyła tę niemoralną książkę i poczytała sobie coś innego. Np. "Kubusia Puchatka" - powiedziałem bardziej stanowczo. - To nie jest lektura dla Ciebie.
- Mnie się podoba. Zostało mi jeszcze 20 stron. A tak w ogóle, co to oznacza "obciągać druta"?
- Jezu Chryste...
Wróciłem na swoje wyrko z mocnym postanowieniem, że już nigdy nic więcej nie napiszę.
16
Godzinę lub dwie potem, nasze dziewczynki poszły spać, a my z Adamem wyfrunęliśmy z gniazda. Obraliśmy sobie na cel wagon restauracyjny, ale nie przeszliśmy nawet kilku kroków. Przedział dalej lała się wódka. Wiktor, ten gość co się spóźnił na samolot w Paryżu, raczył się nią z żoną, przy lekko uchylonych drzwiach. Nasz widok wyraźnie ich ucieszył.
- Modliłem się do Boga, aby ktoś się pojawił i z nami napił - rzucił do nas Wiktor.
- No i dobry Bóg Cię wysłuchał - odparłem ładując się do ich przedziału. Byli w nim sami, górne łóżka po obu stronach, nie były rozesłane. Zauważyłem to głośno.
- Marian chciał nam tu wsadzić Heterę i jej niewolnika, ale dałem mu w łapę i kazałem ich wysłać do diabła. - Wyjaśnił Wiktor.
- Mam nadzieję, że nie wykonał tego polecenia dosłownie? Nudziłbym się na tej wycieczce bez tych głąbów - zaniepokoiłem się.
- Ee... nie, aż takiej kasy nie dostał. Ulokował ich u kogoś innego, chyba u tych dwojga staruszków. Idealne dla nich miejsce.
Po pierwszej flaszce jakiejś chińskiej wódki, Wiktor poszedł się odlać. Kiedy wrócił poinformował nas, że spotkał na korytarzu Mariana Tonga i zaprosił go do nas na kielicha. Faktycznie Marian pojawił się po chwili. Ale nie sam. Przyprowadził dziewczynę, którą przedstawił nam w korytarzu. Przebrała się, rozpuściła długie włosy i wyglądała jeszcze ładniej. Znów wbiłem w nią wygłodniały wzrok. Nie tylko ja. Adam i Wiktor także. Rzadko zdarza się kobieta, która z miejsca zniewala otocznie i rzuca męski świat do swych stóp. Ona była taką babką.
- Hej , bo wyjdą wam zaraz oczy na wierzch - sprowadziła nas na ziemię żona Wiktora.
Marian przyniósł ze sobą coś do jedzenia w plastikowym pudełku. Jakieś wędzone mięso w plasterkach, wyglądające bardzo apetycznie i tak też smakowało. Adam rozlał wódkę do kubków. Piękna chineczka wzbraniała się, ale nie mogliśmy jej odpuścić. Trzeba było jakoś przełamać pierwsze lody i może dojść do jakiegoś polsko - chińskiego porozumienia. Polacy wypili jednym haustem, Chińczycy małymi łykami, krzywiąc się przy każdym z obrzydzeniem.
- No, Marian, chyba za krótko mieszkałeś w Polsce - odezwał się Adam. - Nie nauczyłeś się pić wódki.
- Kiedyś umiałem - bronił się tłumacz. - Na studiach w Poznaniu piłem tak, jak wy, nie byłem nic z tyłu. Ale się zapomniało.
No to postanowiłem mu nieco przypomnieć i dolałem gorzały do jego kubka. Chińska piękność już nie chciała.
- Niet, niet - zaśpiewała. - Ja niemagu.
- Oooo...! - Zawołałem z podziwem, słysząc jej próbę rosyjskiego.
- Julia studiowała w Moskwie - wyjaśnił Marian. - I trochę mówi po rosyjsku.
Ośmielony alkoholem, zacząłem wypytywać Julię. Najpierw próbowałem sklecić kilka nieudanych zdań po rusku, ale opornie mi szło, więc wykorzystałem naszego tłumacza. Pytałem o wszystko. O jej studia, pracę, marzenia, a na koniec wkroczyłem buciorami w jej sprawy prywatne, pytając o męża, dzieci, rodzinę. Mąż był, dzieci jeszcze nie. Na koniec wywiadu poprosiłem Mariana, aby powiedział Jej, że jest bardzo, ale to bardzo piękna i obserwowałam jej reakcję. Zarumieniła się i nieśmiało podziękowała za komplement, unikając mojego wzroku.
Ciekawe, czy już domyśliła się, że na nią lecę? Że gdyby tylko chciała, moglibyśmy pójść do jej pustego przedziału i spróbować poznać się bliżej? Czy zdawała sobie sprawę, jak działała na białych mężczyzn? I czy na żółtych także działała tak samo? Czy krzyczała w czasie seksu, czy tylko mruczała cicho, jak głaskana kotka? Czy lubiła od tyłu, czy może tradycyjnie, na misjonarza? Czy dochodziła szybko, czy może trzeba było pracować nad nią w pocie czoła, nim cokolwiek się osiągnęło? To były nurtujące mnie wtedy pytania. Miałem na nią wielką ochotę i starałem się jej to przekazać w każdym spojrzeniu.
Ale ona nie szukała przygód. W każdym razie nie wtedy, nie w tamtym pociągu. Była po prostu piękną Chińską dziewczyną wracającą z pracy w Pekinie do domu w Xian, bo akurat miało być jakieś ważne święto, na które dawano wolne z pracy i chyba nie było jej w głowie pieprzyć się w pociągu z jakimś podpitym polskim grubasem. Nie podjęła gry, odwiecznej gry między kobietą a mężczyzną, która jest ponad czasowa, językowa, rasowa i która toczy się między nimi prawie zawsze i wszędzie i nie może przestać. W tym pociągu jednak się nie toczyła. Tę walkę miałem przegrać, choć tak bardzo tego nie chciałem. Kiedyś na wyspie Reunion nie przeleciałem Murzynki, chociaż usilnie próbowałem sobie jakąś przygruchać nie za pieniądze, teraz chyba nie dane mi było zaliczyć Azjatki. Chociaż pociąg wciąż jechał, noc nadal trwała, w butelce coś było i jeszcze wszystko mogło się zdarzyć...
Marian golnął sobie jeszcze kilka kolejek, rozluźniając się, ale Julia już nie. Wydawała się taka nieśmiała i krucha i trudno było uwierzyć, że miała 26 lat. To w Chinach było normą, ta trudność w oszacowaniu wieku chińskich kobiet. Wszystkie wyglądały na młodsze, niż w rzeczywistości były. W pewnym pekińskim barze, w którym podano naszej całej grupie obiad, byłem pewny, że obsługuje nas dziecko. Kelnerka wydawała się być młodsza od mojej córki. Zapytałem więc Mariana, czy takie dzieci mogą w Chinach tak oficjalnie pracować i co na to rząd, partia i on sam. Marian uśmiechnął się i zapytał ile lat daje tej dziewczynce. Odparłem, że góra 14, chociaż wyglądała na znacznie młodszą. Tłumacz przywołał kelnerkę i zapytał się o jej wiek. Miała 22 lata. W życiu bym jej tyle nie dał. Notorycznie się to powtarzało. Ilekroć próbowaliśmy w towarzystwie odgadnąć wiek jakiejś chińskiej kelnerki, czy recepcjonistki, okazywała się znacznie starsza. Gdzie tkwiła tajemnica tej ich młodości? Nie miałem pojęcia, nikt nie miał, pewnie nawet one same. Jednak Marian Tong miła na to swoją teorię. Twierdził, że tak działa na urodę Chinek zielona herbata. Nie wypijana, ale nakładana na twarz po sześciu zalaniach wrzątkiem, wymieszana z pszczelim miodem, w postaci maseczki. Podobno używały jej wszystkie chińskie kobiety.
Po około dwóch godzinach spędzonych w naszym pijackim towarzystwie, chińska piękność postanowiła nas opuścić. W grze była już trzecia flaszka i robiliśmy się coraz swobodniejsi. Nasze żarty stawały się coraz śmielsze, coraz bardziej wulgarne. Marian Tong kilkakrotnie ich nie zrozumiał i mimo niezłej bańki, zaczął mieć się na baczności. Niepotrzebnie zacząłem najeżdżać na komunistów, a najbardziej na ich ukochanego Przewodniczącego Mao, chociaż tak naprawdę gówno o nim wiedziałem. Ale za to wiedziałem, że dla Mariana Chiny Ludowe to najwspanialszy kraj na świecie, mlekiem i miodem płynący. Uraziłem go. Starych drzew się nie przesadza, a z kogoś nasiąkniętego komunizmem do szpiku kości, nie zrobi się nagle zdeklarowanego kapitalisty, nawet jeśli napcha mu się kieszenie szmalem, wsadzi do limuzyny i powozi po zachodnim świecie. Marian Tong był właśnie takim starym drzewem, którego korzenie wciąż tkwiły w minionej epoce, mimo że same Chiny ruszyły do przodu i w niczym już nie przypominały państwa sprzed 20 lat. Nie było jednakowych, zgrzebnych mundurków, wieców partyjnych, walki klasowej w miastach i wsiach. Chiny stały się na wskroś nowoczesnym krajem, pełnym wielkich inwestycji i ogromnego kapitału, pędzącym do przodu na złamanie karku. Jedynie ustrój polityczny nie pasował do tego co się wokół widziało. Każdemu mieszkańcowi Europy Wschodniej socjalizm kojarzył się i będzie się kojarzyć z jednym: pustymi półkami w sklepach, szarzyzną ulic, kolejkami za wszystkim i ogólną biedą. Ale chińskie, wciąż socjalistyczne miasta odbiegały od tego obrazu. Nowoczesne, bogate, pełne szerokich, szybkich ulic, zachodnich aut, dobrze ubranych ludzi, zawsze pełnych restauracji i zaopatrzonych sklepów. Jak widać można było pogodzić brednie Marksa, Engelsa i Lenina, z prawami wolnego rynku. Dać szansę prywatnej kasie, piorąc ideologią jedynie ludzkie mózgi.
Chińska laleczka wstała i grzecznie nas pożegnała. Jej seksowny, wypukły kuperek na chwile zawisł na wysokości moich oczu, gdy otwierała drzwi. Hm... Moja córka spała smacznie w sąsiednim przedziale, pod dobrą opieką żony Adama, a ja byłem wciąż jurnym i na dodatek podpitym facetem, który już od dobrego miesiąca nie uprawiał z nikim seksu. Postanowiłem spróbować szczęścia. Puknąłem łokciem siedzącego obok Adama i wyszeptałem do niego, korzystając z tego, że Marian wykłócał się o coś z Wiktorem:
- Jeśli długo nie będę wracał, zatrzymaj tu Mariana. Nie pozwól mu pójść do siebie.
Mimo zamroczenia wódą, zajarzył od razu, uśmiechnął się i puścił do mnie oko.
Dogoniłem Julie na korytarzu, kiedy chciała już
otworzyć swój przedział. Odwróciła się w moją stronę, wcale nie zaskoczona, bez
strachu, jakby spodziewała się czegoś takiego. Lekko się uśmiechnęła, więc
jeszcze bardziej ośmielony, objąłem ją w pasie i spojrzałem w jej śliczne, piwne
oczy. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę, porozumiewając się bez słów. Potem
Julia pokręciła głową, szepnęła "Niet", musnęła mnie delikatnie ustami w
policzek i znikła w swoim przedziale, zamykając drzwi na klucz.
(...)
Korekta Natalia Jasińska