
Wycieczkowe wejście smoka
Mężczyzna u progu wieku średniego postanawia zrobić 12-letniej córce podróż do Chin częściowo już tylko Ludowych, wsiadają więc do samolotu. Jest to utwór z gatunku proza wycieczkowa. Główną postacią w centrum własnej uwagi jest sam narrator, półgębkiem na tle chińskiego Wielkiego Skoku opowiadający z narcystycznym masochizmem o swych ranach i bliznach na psychice.Jakże częsty obecnie okaz macho singla, spuszczonego przez wyemancypowaną małżonkę, pomstującego: Gardziłem takim facetami(...) Gdyby chociaż paradowali w sukienkach swoich żon, nie byłoby problemu, ale męskie portki na tyłkach takich pizd, budziły mój gniew. Ma rzecz walory reportażowe, opis tuzina wzruszających sposobów stukania polskiej wycieczki na kaskę przez przebiegłych Kitajców. Wielki Mur, Zakazane Miasto, masaż stóp. Portrety turystów, polskie wyjazdowe mini-piekiełko. Myśli samobójcze narratora, który postanawia jednak żyć, bo nie chce małoletniej narobić kłopotów. Sto stron przelatuje dziwnie szybko. Uwaga nie ześlizguje się z tekstu. No więc jest to literatura z zaletami. Ale jak próbuje je wypunktować, to trafiam na problem. Bo właściwie rzecz jest dość błaha, ale chyba w zamierzeniu, nie wygląda na to, żeby autor celował w arcydzieło. Język prosty. Obyczajowe obserwacje dość banalne. Może po prostu poczułem braterstwo broni z narratorem, tym rozgoryczonym cwanym frajerem.
Kazimierz Bolesław Malinowski