K.S. RUTKOWSKI

COŚ O MĘSKIEJ NATURZE


            - Nie próbuj ze mną tych sztuczek.

            - Słucham?

            - Powiedziałam, żebyś nie próbował ze mną tych sztuczek. Za stara na nie jestem.

            - Jakich sztuczek?

            Przybliżyła do mnie twarz i odparła:

            - Tych wszystkich waszych samczych zagrywek, które czynicie, aby zaciągnąć kobietę do łóżka.

            Uśmiechnąłem się. Nie robiłem żadnych zagrywek. Prawie w ogóle na nią nie patrzyłem. Nie podobała mi się. Faktycznie była niemłoda i wolałem patrzeć w okno. Pociąg przejeżdżał przez lasy i łąki, krajobraz co rusz się zmieniał i było to znacznie przyjemniejsze zajęcie niż przyglądanie się jej zmarszczkom.

            Oprócz nas w przedziale drugiej klasy siedziała jeszcze jakaś stara kobiecinka i facet wyglądający na rolnika.

            - Dalej to robisz - rzekła kobieta.

            - Nieprawda - odparłem. - Chyba pani widzi, że gapię się w okno.

            - Kłamiesz. Widziałam, jak zerkasz na mnie kątem oka.

            - Oczy nie mają kątów - powiedziałem jej.

            - Nie bądź taki mądry. Twoje mają. Gapisz się na mnie przez cały czas.

            - Wydaje się tylko pani - odrzekłem jej.

            Spojrzałem na rolnika i staruszkę. Słyszeli to, ale na ich twarzach nie dostrzegłem żadnej reakcji.

            - Wiem, ze jestem atrakcyjna, ale nie musisz się od razu tak na mnie gapić - kobieta nie dawała za wygraną. - Nie lubię być pod ciągłym ostrzałem męskich oczu.

            - Już pani powiedziałem, gdzie patrzę. Na pewno nie na panią.

            Mój głos nie był już miły. Ale kobieta i tak się uśmiechnęła. Miała ładne zęby. Pewnie nosiła protezę.

            - A co, nie podobam ci się? - zapytała zalotnie.

            - Nie - odparłem.

            - Niemożliwe. Podobam się wszystkim mężczyznom.

            - Ale nie mnie. Proszę dać mi spokój.

            - Ale dlaczego? Dlaczego mam dać ci spokój? W końcu to nie ja zaczęłam.

            - I na pewno nie ja. Kto się do mnie przyczepił?

            - Gdybyś nie zaczął się na mnie gapić, siedziałabym cicho.

            - Wcale na panią nie patrzyłem - powiedziałem z naciskiem, poszukując poparcia na twarzach pozostałych pasażerów. Ale te ich twarze nie wyrażały niczego. Mówiąc szczerze, wyglądały jak pośmiertne maski, a nie jak żywe facjaty.

            - Gapiłeś się - nie ustępowała ta babka.

            - Dobra - zgodziłem się. - Niech pani będzie, że się gapiłem, ale od teraz już nie będę. Da mi pani tylko święty spokój.

            Odwróciłem gębę całkowicie do okna, żeby nie dać jej żadnego pretekstu. Do Wrocławia, celu mojej podróży, została jeszcze jakaś godzina jazdy i pomyślałem, że dam radę. Na kilka minut zapadła błoga cisza. Wypełniał ją jedynie odgłos sunącego po torach pociągu. Ale piękne chwile nigdy nie trwają długo.

            - Widzę, widzę, znowu to robisz! - kobieta ponownie zaczęła jazgotać.

            - Co, kurwa, robię?! - krzyknąłem.

            - Znowu się na mnie gapisz.

            - Czym? Uchem?

            - Nie udawaj. Dobrze widziałam, jak wywróciłeś lewym okiem.         

            - Jest pani zdrowo kopnięta - stwierdziłem.

            - Nie obrażaj mnie. Ja swoje wiem. A na pewno to, kiedy jakiś facet ma wielką ochotę mnie zerżnąć.

            Popatrzyłem z niedowierzaniem na nią, a potem na tamtych dwoje. Słyszeli, ale milczeli. Jak zaklęci w kamienie. Lub jak dwie niemoty, którymi pewnie byli.

            - Kurwa, mam już tego dosyć - wycedziłem przez zęby, wstałem i zdjąłem z półki walizkę. I wyszedłem, zasuwając z trzaskiem drzwi. A potem ruszyłem korytarzem, zaglądając do przedziałów. Wszystkie były nabite lub prawie nabite ludźmi. A ja po rozmowie z tą wariatką nie miałem już ochoty na żadne towarzystwo. W końcu, w trzecim czy czwartym wagonie, znalazłem wolny przedział.

            Wszedłem, położyłem walizkę na półce i usadowiłem się wygodnie przy oknie. Nie upłynęła minuta, gdy rozsunęły się drzwi.

            - Mam cię! - wrzasnęła ta kobieta. - Myślałeś, że mi uciekniesz?!

            - Nie, to nie może być prawda... - wyjęczałem.

            Wariatka usiadła naprzeciw mnie.

            - Miałeś dobry pomysł - stwierdziła.

            - Jaki pomysł?            

            - Żeby uciec od tamtych dwojga. Smętne typy. Tu przynajmniej będziemy sami.

            - Próbowałem uciec przed panią - odrzekłem.

            - Och, ty niedobry cwaniaczku... Wiedziałeś, dobrze wiedziałeś, że gdy wyjdziesz, pójdę za tobą, bo wpadłeś mi w oko.

            - Chryste... Chyba śnię... Pani jest naprawdę trzepnięta.

            - Nie, nie jestem trzepnięta. Ale na pewno napalona. Chociaż może to żadna różnica. A więc jak, zabawimy się?

            - Chyba pani żartuje...

            - Nie żartuję. Jeśli chcesz, mogę ci go wziąć do buzi. Nawet tutaj. Ale najlepiej chodźmy do kibla i zróbmy to jak należy. No co?

            - Nico. Nie chcę się z panią kochać. Pani napawa mnie wstrętem.

            - No wiesz.... - oburzyła się. - Mówiąc tak, ranisz moje serce.

            - Mam w dupie pani serce. Proszę opuścić ten przedział.

            - To państwowy pociąg i mogę siedzieć w nim, gdzie chcę.

            - Dobra. No to ja stąd pójdę. Ale jak jeszcze raz polezie pani za mną...

            - To co?

            - Pójdę do konduktora i powiem, że natrętnie nagabuje mnie pani na płatną miłość.

            - I myślisz, że ci uwierzy?

            - Zobaczymy.

            - Spójrz na mnie. Wyglądam na stateczną damę. A poza tym mam stałą, dobrą i odpowiedzialną pracę. Myślisz, że kupi twoją gadkę?

            Powiedziała to tak pewnym głosem, że rzeczywiście się jej przyjrzałem. Miała rację. Wyglądała tak nobliwie, że nie miałbym najmniejszych szans oskarżyć ją o prostytucję.

            - A poza tym wcale nie musisz płacić mi za numerek. Zawsze pieprzę się za darmo.

            - I zawsze robi to pani w pociągu?

            - Najczęściej. No cóż, prawda jest taka, że jestem trochę dziwną kobietą. Zawsze uwielbiam być w centrum zainteresowania. A poza tym kocham seks. Ciągle mam na niego ochotę. A pociągi zawsze są pełne młodych, wyposzczonych mężczyzn. Żołnierzy jadących na przepustki, studentów czy też zwyczajnych mężów, którym żony nie dają tak, jak powinny. Nigdy nie mam kłopotu ze znalezieniem kogoś, kto mnie przeleci. Mówiąc szczerze, ty jesteś pierwszym facetem, który sprawia kłopoty. Powiedz, tylko szczerze, czy naprawdę ci się nie podobam?

            Jej głos stał się słodziutki jak ulepek. Przyjrzałem się jej twarzy. Tak dokładnie, jak znawca sztuki spogląda na obraz. No cóż... Nie była już młoda, to fakt, ale przy bliższym przyjrzeniu się można było dostrzec resztki jej dawnego piękna. Jej oczy miały kolor oceanu, a włosy całkiem jeszcze wyraźny odcień złota. I gdyby rozpuścić je trochę na jej twarz, nie widać by było zmarszczek na czole. W gruncie rzeczy mogła się jeszcze podobać mężczyznom, nawet tak młodym jak ja.

            - I co o mnie myślisz? - zapytała.

            - W młodości musiała być pani bardzo piękna - odparłem.

            Posmutniała.

            - No tak. Moja twarz. Z całej mnie  to ona starzeje się najszybciej. Ale popatrz na to... - nagle podciągnęła spódnicę, wysoko do góry. - Spójrz, jakie mam seksowne nogi. No, powiedz sam, wyglądają jak nogi małolatki. Dużo ćwiczę. Nie ma na nich ani grama tłuszczu.

            Miała naprawdę seksowne nogi. Wprost nie mogłem oderwać od nich oczu.

            - A moje piersi - odpięła kilka górnych guzików bluzki - są też nie najgorsze. Sam zobacz - odsłoniła stanik. - No i co?

            Piersi też miała niczego sobie.

            - Tylko ta moja twarz - powiedziała na koniec. - Tylko po niej widać, że nie jestem już młoda.

            - Nie jest wcale tak źle - stwierdziłem, po raz pierwszy naprawdę szczerze się do niej uśmiechając.

            - A więc, przystojniaku, wyjdzie coś między nami?

            - Po tym, co mi pani przed chwilą pokazała, zaczynam się nad tym poważnie zastanawiać.

            - Pokazałam ci swoje najlepsze atrybuty.

            - Wiem. I dlatego poważnie zaczynam rozważać taką możliwość.

            - Mam doświadczenie. Potrafię robić z fiutem takie rzeczy, o których ci się nawet nie śniło.

            - Wierzę.

            - No to jak?

            - Cholera...

            - Decyduj się szybko. Pociąg już niedługo kończy bieg.          

            - Właśnie myślę...

            - Potrafię ssać jak odkurzacz.

            - Dobra, chodźmy...

            Wziąłem walizkę i udałem się za tą kobietą. Weszliśmy do kibla i zamknęliśmy się w nim. Śmierdział szczynami i gównem tysięcy pasażerów, ale mój stojący fiut nakazywał mi się tym nie przejmować. A zresztą ta babka nie pozwoliłaby już mi się wycofać. Opadła na kolana, dobrała mi się do rozporka, a potem wgryzła się w mój interes jak pirania. Mówiła prawdę. Miała doświadczenie. Oraz talent. Naprawdę wielki talent.

            A potem odstawiliśmy klasyczny numerek od tyłu, który się zakończył w chwili, gdy pociąg wjechał na stację.

            - Miło mi cię było poznać - powiedziała, doprowadziła się do porządku i wyszła z kibla pierwsza.

            Odczekałem minutę i zrobiłem to samo. Ludzie tłoczyli się przy wyjściu. Z walizkami, torbami i kłopotami, które wszędzie wozili ze sobą. W końcu i mnie udało się wydostać z pociągu. Przeszedłem parę kroków po peronie i zacząłem się rozglądać.

            Stała niedaleko wejścia do terminalu. Jola, moja dziewczyna. Kochała mnie. Wierzyła mi i ufała. Nadawała się na żonę. Uśmiechnąłem się i, jak gdyby nigdy nic, ruszyłem na jej spotkanie.

 



Korekta opowiadania: ANNA POPIS-WITKOWSKA

"Brudne historie" - MERLIN
"Kryminał tango" - MERLIN

dopisz się do księgi

STRONA GŁÓWNA