Opowiadania online
Po południu odwiedzam stare śmieci. Swoja rodzinną ulicę. Matkę, ojca, brata. Złodziejowatych, wiecznie nawalonych kumpli. Przynajmniej tutaj sobie odpocznę. Co ładniejsze laski już dawno się stąd wyniosły. Powychodziły za mąż , popełniły samobójstwo, albo powyjeżdżały do niemieckich burdeli. A tych co zostały nikt nie chciał. Nikt , oprócz moich kumpli i innych obwiesi. Teraz tylko na okrągło piorą, gotują, wychowują dzieci i dostają od facetów w mordę, jak tylko wyściubią nos z kuchni. Normalna taktyka. A rozwody i alimenty przeważnie nie wchodzą w grę. Ani środki antykoncepcyjne. I to nie za sprawą kościoła. Nie znam na tej ulicy nikogo, kto by zbytnio przejmował się głoszonym w nim gównem.
[ czytaj więcej ]